Niby wolna, a czuję się jakby w klatce więziona, z głową w chmurach. Nie tak miało być. Dziś siedzę i myślę o moim "być", choć nie powinnam, bo niepotrzebnie cierpię i kurczę się w sobie. Płacz na serca zawołanie ciągnie się latami, nie sekundami. Chciałabym być już zdrowa albo chora jak kiedyś. Wtedy było łatwiej, mniej szaro i strasznie, bardziej smutno, ale jasno. Nic nie miało sensu, ale wszystko było oczywiste. Może tak powinno zostać, może tak miało być, może miałam nie sięgać po pomoc i umrzeć w samotności, może nikt nie miał nic wiedzieć o mnie i... Mnie. Chciałabym móc wziąć głęboki oddech i poczuć, że żyję. Chciałabym nie być jak piórko na wietrze, chciałabym mieć swoje miejsce, być twardą, niezastąpioną i silną. A tymczasem ja, nadal krucha, chociaż utrwalona błędami przeszłości, nadal się duszę, nadal nie śpię nocami, płaczę, boję się i błagam.
Błagam, niech ktoś znajdzie lek na mnie.
Niech ktoś spróbuje skutecznie mnie wyleczyć.
Niech sprawi, że poczuję się sobą...
...i będę wiedziała, że "ja" to JA.
Nie chcę się bać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz