Za dużo i za mało. Niedosyt, wieczny głód. Nie wiem jakim cudem i kiedy, ale znów wpadłam głębiej, niż planowałam. I znów strach jest mi bliższy niż ktokolwiek, bo nie mogę niczego być pewna. Cichy morderca. I tylko płakać się chce, na nic innego nie mam już sił.
Chyba byłam szczęśliwa przez te 217 minut. Tak, to chyba było szczęście. Wielka udręka. Była i jest. Ale czy będzie..?
Chcę zimnych dłoni, chcę śmiechu i niewinnych ruchów bezwiednych warg. Chcę znów zamknąć cały świat w swoich ramionach i czuć, że mogę wszystko.
Jestem w kropce, kropką jestem. Smutną i bezbronną.
Boję się.
Okropnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz