Znalazłam wczoraj listy sprzed roku od K. Głowa nie chce ich czytać. Jest mądrzejsza od zmęczonego mięśnia, pompującego krew w setki miejsc od kilkunastu lat. Przemęczonego. Dopadły mnie wszystkie smutki, które odkładałam na później. Niepotrzebne zmartwienia, które do najgorszych nie należą, ale siedzą mi w głowie 24/7 i zwracają moją uwagę tylko na siebie.
Jedno z nich - utracony kontakt z K. To przykre jak szybko ludzie się zmieniają. Nigdy nie przestanie zadziwiać mnie natura ludzka, nie interesująca się drugim człowiekiem. Byłam najważniejsza, a szybko stałam się nikim. Skręca jak cholera, ale i tak nic na to nie poradzę, prawda? Nie poradzę. Muszę się pogodzić, że straciłam moje wszystko.
Drugi - JA. Moja słabość do starszych ode mnie facetów. Słabość do X. Nerwica. Nawroty wszystkich gówien, z których się wygrzebałam. Bezsenne noce. Litry hydroxyzyny. Łzy. Umazane od tuszu do rzęs poduszki. Problemy ze skupieniem się na czymkolwiek = na nauce również. Bezsens, a w tym wszystkim prawie dorosła ja, niezdara, chowająca za uśmiechem całą masę kompleksów, jeden wielki, chodzący problem, którego nikt nigdy nie rozwiąże.
Trzeci - ten dom.
Czwarty - samotność w tłumie ludzi.
Piąty - nadal nic o mnie nie wiecie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz