niedziela, 22 marca 2015

Za bardzo

I teraz już wiem - do szczęścia nie potrzebuję nikogo innego. Jesteś i naprawiasz mi życie obecnością. Wszystko jest jaśniejsze, bardziej zrozumiałe, łatwiejsze. I nie boję się już; nie boję się, bo wiem, że jestem bezpieczna. Moje błędne koło toczy się znów w złym kierunku... Bezwiednie upadam.


(Nie jestem przypadkiem w Twoim życiu - jest powód
i znasz go, i to lepiej niż ja o wiele)


Chciałabym móc mieć Cię przy sobie na dłużej. Egoistka. Powinnam się tak czuć. Usprawiedliwiam się jednak tym, że i Ty tego chcesz.


(Nie trać mnie, idziemy przez polarną noc
Choć słońce nie wschodzi, ja mam jasność,
bo mam w dłoni Twoją dłoń, przy skroni Twoją skroń
Słońce nie wschodzi, jesteś moją gwiazdą - płoń!)


Moje skrajności przybierają znów tę groźną postać, która niszczyła mi życie odkąd pamiętam. Mówię jej nie, nie złamiesz mnie kolejny raz, nie teraz, kiedy się uśmiecham i mam po co żyć, wtedy ona z szyderczym uśmiechem, ostentacyjnie podkłada mi nogę, a ja lecę, nie zdzieram już kolan, nie do krwi i nie płaczę, zwyczajnie gnije mi wszystko, serce kostnieje i nie ma mnie więcej. A chcę być, o niczym bardziej nie marzę i nie myślę przed snem jak o tym, jak fajnie byłoby istnieć choć przez sekundę i nie czuć żalu za grzechy, których się nigdy nie popełniło.


(Kocham za bardzo, chcę za bardzo
I teraz miałbym się poddać?
Nie)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz